Myślisz, że nie masz talentu do języków obcych? Niekoniecznie.

Dzisiaj będzie krótko i zwięźle, zajmę się bowiem jednym zdaniem, które słyszę bardzo często od moich kursantów (i nie tylko od nich, również od znajomych i osób poznanych np. podczas spotkań towarzyskich). Zdanie to pada tak często, że gdybym miała zainteresowania muzyczne, skomponowałabym do niego melodię i powstałby jingiel (coś w stylu „w McDonald’s spotkaaaaajmy sięęęęę!”). Co to za zdanie?

„Ja nie mam głowy/zdolności/ talentu do języków obcych”

Potem pada seria argumentów, dlaczego mój rozmówca tak uważa. Na każdy z nich mam odpowiedź i rozwiązanie i czasem podrzucam jakąś wskazówkę, ale najczęściej po prostu słucham, po czym delikatnie próbuję zmienić temat – w przeciwnym razie wieczorne wyjście zamieniłoby się w sesję terapeutyczną, a ja bym siedziała i przyjmowała kolejnych ‘pacjentów’ – bo temat jest tak chwytliwy, że gdy jedna osoba go zacznie, często dookoła powstaje wianuszek osób, z których każda ma coś do dodania od siebie. I tak od lat. Ale od teraz będę odsyłać na mojego bloga, do tego właśnie wpisu 😉

Zacznijmy od tego że…

…nie uczę dzieci.

Pomijając już fakt, że nie mam kwalifikacji pedagogicznych, wcale nie zamierzam się o nie postarać. Nie to, że nie lubię dzieci, nie. Nie lubię polskiego systemu edukacji, który, według mnie, jest mocno koślawy i wyrządza uczniom sporo szkód.

Wiesz, jaka jest różnica pomiędzy uczeniem dzieci a uczeniem osób dorosłych?

Dorosłych naucza się w celu komunikacji. Dzieci naucza się w celu zaliczenia klasówek. Tadaaam.

Weźmy za przykład końcówkę –s przy odmienianym czasowniku :

 Brian likes football.

Jessica likes going to the disco.

Jak często to nieszczęsne –s jest pomijane przez osoby uczące się angielskiego? Powiem Ci w sekrecie, że bardzo często.

Czy poprawiam moich kursantów? Zazwyczaj tak. Nie zawsze jednak, ponieważ czasem, gdy człowiek złapie przysłowiowy wiatr w żagle i płynnie opowiada mi o swoim weekendzie, nie przerywam mu, pomimo tego, że „zjada” –s przy czasownikach. Dlaczego nie? Bo komunikacja i płynność wypowiedzi jest celem nadrzędnym u dorosłych uczniów. I jeśli mój kursant mówi w miarę gramatycznie, za to dosyć płynnie, to znaczy, że robi postęp. Zostałby zrozumiany  i przez rodzimego użytkownika języka (native speakera), i przez kolegów z pracy, i na spotkaniu w środowisku międzynarodowym. A ja wiem, że z czasem, w miarę regularnych ćwiczeń rozmowy po angielsku, przestanie pomijać to –s .

A co się stanie, jeśli dziecko pominie –s? Nie zaliczy klasówki. A potem odejmą mu punkty na egzaminie (ósmoklasisty, na maturze). I nie będzie istotne, że Zosia lub Józiu przecież radzą sobie w rozmowie po angielsku. Że przecież na wakacjach w Chorwacji samodzielnie zamówili frytki i sok pomarańczowy w kawiarni. Nic to. Józio pomija  –s, a babka od angielskiego w szkole grzmi:

„Nic się nie uczysz!”

„Zdolny, ale leniwy!”

„Siadaj, trója” (chociaż dzieciak właśnie całkiem fajnie i płynnie opowiedział o pracy swoich rodziców)

Czasem mamy mały dramat – w końcu lekcja to trochę teatr:

„Zastanów się nad sobą…Bo ja nie wiem, dziecko, co ty chcesz w życiu robić” (przykład z życia, słowa na szczęście skierowane nie do mnie).

Wiele osób śmieje się na wspomnienie komentarzy swoich nauczycieli, ale dla mnie jest to śmiech przez łzy. Takie podejście do uczniów jest według mnie po prostu niepoważne.

Słowa te mogłeś słyszeć przez całe lata nauki, jeśli nie miałeś szczęścia do mądrych nauczycieli. Z jaką samooceną kończymy więc szkołę? Jaką mamy mieć opinię o swojej wiedzy, zdolnościach, kiedy przez kilka(naście) lat słyszymy pod swoim adresem takie epitety?

Wiele dorosłych ma traumę po szkole, czasem tak dużą, że nie wierzą w siebie.

I to dlatego wypowiadają to zdanie: nie mam zdolności do angielskiego.

Jeśli i Tobie zdarza się tak pomyśleć, zastanów się, czyja to jest opinia? Twoja czy Twoich nauczycieli ze szkolnych lat? Czy przypadkiem nie powtarzasz, jak tukan, słów, których słuchałeś przez długi czas i które wciąż odbijają się echem w Twojej głowie?

To, co się czasem dzieje w szkołach na lekcjach, nie jest fair. Ale świata nie zmienimy, ani jojcząc na system edukacji, ani pisząc posty na blogach 😉

Moim celem jest Cię zainspirować, przedstawić inny punkt widzenia i zachęcić, abyś zanegował słowa swoich nauczycieli. A może by tak stwierdzić, że…

Oni nie mają/ nie mieli racji.

Co Ci szkodzi, teraz to i tak nie ma już znaczenia. Mogło być tak, że Twoi nauczyciele nie tylko podcinali Ci skrzydła, ale po prostu nie nauczyli Cię jak się uczyć.

Ale uczymy się całe życie i skoro masz pracę, w której sobie całkiem-całkiem radzisz i w której mierzysz się z wyzwaniami, to chyba nie jest prawdą, że nie masz głowy do nauki nowych rzeczy, w tym angielskich słówek?

Po prostu zacznij. Nic nie stracisz, a na pewno zyskasz.

Myślę, że moje infografiki na Instagramie i facebookowym fanpejdżu pomogą Ci w nauce. Wejdź i sprawdź! Będzie mi szalenie miło jeśli dasz łapkę w górę i udostępnisz moją pracę, bo to pomoże mi się rozwijać. Do przeczytania! 🙂

Dodaj komentarz

Ta strona używa plików cookies.
Szczegółowa polityka - RODO      
ROZUMIEM