Jak zmusić dziecko do nauki języka? Instrukcja krok po kroku.

Jak sprawić aby dziecko chciało się uczyć angielskiego? Przecież język obcy jest (i będzie) tak potrzebny w życiu, no po prostu bez angielskiego teraz ani rusz, tylko dlaczego nasze dziecko tego nie rozumie? Albo niby rozumie ale jakoś nie chce się uczyć? I co zrobić aby chciało? Instynktownie najpierw szukamy winowajców, a są nimi kolejno : system edukacji w Polsce oraz nauczyciele języków obcych w szkole, którzy bardzo często się zmieniają. Co rok nowa nauczycielka i nowe podejście do uczniów i nauczania, i jak tu się skutecznie nauczyć języka? A kto jest winny temu, że nauczyciele często się zmieniają? Ano system edukacji, niskie płace itd. I koło się zamyka.Ale nauczyć się angielskiego trzeba, tylko jak to zrobić?

Z tym pytaniem zwraca się do mnie sporo osób, a ja znam odpowiedź i dziś się nią podzielę.

Na początek moja teoria:

Świat zmienia się poprzez Twój przykład, a nie poprzez Twoją opinię.

A teraz przykłady z życia, które zobrazują Ci problem Twojego dziecka z nauką. I nie tylko z nauką, i nie tylko Twojego dziecka.

Zdrowe jedzenie i wsuwanie słodyczy

Moja pasja życiowa w dzieciństwie. To wsuwanie słodyczy, ma się rozumieć 😂. Nie tylko moja; zarówno w moim, jak i w wielu innych domach, słodycze zawsze były gdzieś skitrane w szafce kuchennej. A to na „czarną godzinę”, a to dla niespodziewanych gości. Zaraz, na jaką, kurde, „czarną godzinę”? Znaczy, że w razie wojny, czy co? I dla jakich gości? Moje dzieciństwo przypadało na wczesne lata 90-te i działo się w mieście, najbliższy spożywczy był 50 metrów od domu, a jego półki były pełne jedzenia. Przez cały dzień można było zrobić zakupy, gdy zaszła taka potrzeba. Które godziny były więc „czarne”? Chyba tylko te nocne, o czym za chwilę.

Goście? Oboje rodzice pracowali, ja na świetlicy lub z kluczem na szyi – w godzinach popołudniowych odpoczywało się, odrabiało lekcje, kładło uszczelki na balkonie albo oglądało Teleexpress. Nikt nie przyjmował żadnych gości, a nawet jeśli, to na szybko wysyłało się dziecko do tego spożywczego 50 metrów dalej po ciastka kruche z cukrem „Familijne” (opcja standard) lub po Delicje Szampańskie pomarańczowe (bardziej na bogato) i mleko albo śmietankę do kawy.Za resztę berbeć mógł sobie kupić gumę Turbo.

Po co więc te skitrane po szafkach słodkości? Dla mamy, która wyjada je po nocach, gdy rodzina śpi lub gdy dziecko jest u kolegów.

Często mówię mojemu partnerowi: słodycze kupuje się dla siebie,po to aby je zjeść. Jak nie chcesz jeść, to nie kupuj. Bo zjesz. I zjada! I Ty też wyjadasz po tajniaku te słodkości z szafek. No przyznaj się! 😂

I nie myśl, że tego nie widać. Widać po Tobie 😉 . A dzieci widzą więcej, niż nam się wydaje, choć nie wszystko są w stanie zwerbalizować. Samo wcinasz łakocie, a oczekujesz od dzieci, że będą wybierały sałatę i rzodkiewki? To tak nie działa.

Chodzenie do kościoła

U mnie to było bardziej niechodzenie. „Jak tak można? Trzeba chodzić!” – krzyczeli rodzice. A sami chodzili? Czy w domu były poruszane kwestie wiary, czy rozmawiało się o wspólnocie kościelnej i tym, jaka ona jest ważna? Czytało się Biblię? A gdzie tam. Kurzyła się na półce pomiędzy „Panem Tadeuszem” a „Jeziorem Osobliwości”. Raczej krytykowało się proboszcza i jego narcystyczne wystąpienia podczas kazań.

Miałam koleżanki z podwórka, które należały do „Oazy” albo śpiewały w scholi i to były dziewczynki, u których w domu religia i wiara stanowiły wartość. Rodzice udzielali się aktywnie w kościele, sprzątając ołtarz albo nosząc dewocjonalia podczas procesji, spotykając się i rozmawiając z księdzem (tym narcystycznym proboszczem). One nasiąkały tymi wartościami, które bez wysiłku wpajali im rodzice. Bez wysiłku, bo sami nimi żyli. Dla nich kościół bym czymś więcej niż kupą cegieł i coniedzielnym zbiegowiskiem ludzi. Był wartością.

A po co ja miałam chodzić na msze, z których nic nie rozumiałam? „Bo tak!” ? Wrzaskiem „bo tak!” i zakazem oglądania Wieczorynki przekupisz 6-letnie dziecko, ale z nastolatkiem już będzie to trudne, jeśli w ogóle możliwe (wątpię 😉 ). A tak się składa, że na moje lata nastoletnie przypadła wiekopomna chwila, po której nic już nie było takie jak dawniej: pierwsza edycja polskiego Big Brothera. Akurat, gdy odbywały się przygotowania do sakramentu bierzmowania! A niech to dunder świśnie 😄. Jak wiadomo, warto mieć priorytety w życiu, a moimi były wesołe przygody Gulczasa, Klaudiusza i Manueli w Sękocinie. Codziennie po południu, pech chciał, że proboszcz ustalił na tę godzinę te przygotowania. He, he.

Wymagasz, aby Twoje dziecko ceniło coś, co dla samej/go Ciebie nie jest najwyższym priorytetem? Myślisz, że to w ogóle możliwe?

Pasja do nauki, rozwoju i zapał do zdobywania wiedzy

To się udało! W domu półki uginały się pod ciężarem książek. W praktycznie każdym pomieszczeniu. Wspólne czytanie, przeglądanie atlasów, wycieczki krajoznawcze. Rozwój, poznawanie i nauka to była prawdziwa przyjemność. Wiedza to był „konik”, temat obecny na co dzień w rozmowach, a mądre i wykształcone osoby były bardzo chwalone. Od wczesnej podstawówki było dla mnie oczywiste, że pójdę do dobrego liceum ogólnokształcącego, a potem na studia. W wieku 11 lat postanowiłam, że będzie to filologia angielska. I chociaż po drodze były momenty buntu i wagarowania, to stopnie w szkole pozostawały dobre, a wewnętrzna motywacja do samorozwoju i chęć do nauki zaprocentowała na studiach, kiedy nie było obok rodziców lub nauczycieli, którzy grozili karą lub jedynką. Nasiąkłam wartościami wyniesionymi z domu.

Chcesz aby Twoje dziecko lubiło naukę? A kiedy samo się czegoś uczyłoś? Być może uczęszczasz na kurs językowy. A pokazujesz w domu, z jaką przyjemnością się uczysz? A kiedy ostatnio odwołałoś zajęcia? Bo zmęczenie, bo praca, bo konieczność, bo tamto? Spoko, ale powiem Ci, że Twoje dziecko jest w tej kwestii zerojedynkowe. Tak jak w wielu innych kwestiach.

Gdy zaczynałam pracę zawodową, uczyłam dzieci i młodzież. Moje wrażenia: dzieciaki są pasywne, idą po linii najmniejszego oporu, jak dasz im labę, to zawsze z niej skorzystają. I wszystko widzą. I zawsze są odbiciem lustrzanym swoich rodziców. Zawsze.

Z reguły nie są ambitne. Nie mają po prostu aż takiego doświadczenia życiowego aby uruchomić w sobie potrzebę ambicji. Dzieciństwo szuka przyjemności. Kiedykolwiek widziałam jakieś przejawy ambicji, obowiązkowości i skrupulatności u dziecka, to zawsze, ale to zawsze był to wynik wpływu rodziców. Albo metodą kar i nagród, przekupstwa i płacenia za dobre oceny, albo poprzez inspirację do wiedzy i rozwoju.

Być może dziecko nie potrafi tego zwerbalizować, ale Twoje słowa „język angielski jest ważny i przyda ci się w przyszłości” najpewniej traktowane są jak opinia. A opinia jest jak psu na budę. Zamiast strofować dziecko, ogarnij swoje nastawienie do nauki, wiedzy i rozwoju intelektualnego. I zaświeć przykładem.

Moje zajęcia i materiały, które udostępniam dla fanpage na Facebooku oraz na Instagramie skierowane są do osób dorosłych. Ale myślę, że i średniozaawansowany licealista by sobie z nimi poradził. Zajrzyj, sprawdź i dowiedz się czegoś nowego. I polub moją pracę, obserwując mnie w social mediach – to pomoże mi się rozwijać. A Ciebie i Twoich bliskich być może zainspiruje. Zapraszam serdecznie, do zobaczenia! 😍

Dodaj komentarz

Ta strona używa plików cookies.
Szczegółowa polityka - RODO      
ROZUMIEM